sobota, 20 lutego 2016

Fresh start (?)

Czuję potrzebę pisania.
Dawno takiej nie miałam.. Zastanawiam się z czego to wynika? Chęć stworzenia czegoś. Uzewnętrznienia siebie, nawet nie chodzi o szerszą publikę, raczej o wylanie tego z siebie. 
Korzystam z tego bolga, bo po co zakładać kolejnego? Jak już coś jest to zawsze można coś w tym zmienić, naprawić. Niekoniecznie wyrzucać i tworzyć nowe. Och, żeby ludzie tak myśleli o wielu rzeczach.. 
Jest 23:22, sobotnie wieczór. Siedzę z laptopem w łóżku i piszę nasłuchując przyjemnego stukania klawiatury i szumu wentylatora chłodzącego mój ultra gorący Core i3. Pomyślałam, że wypadałoby się może jakoś przedstawić, opowiedzieć coś o sobie? Ale chyba tego nie zrobię. Nie lubię przyszywania ludziom łatek, więc samej sobie tego też nie zrobię. Mam na imię Agnieszka, jestem w środku pierwszego roku studiów na kierunku zupełnie abstrakcyjnym (no chyba, że nazwa Innowacyjne technologie i nowoczesne materiał coś wam powie) i przez ostatni czas czuję, iż raczej wegetuję, niż korzystam z życia. 
Mieszkam z rodzicami, na uczelnie codziennie dojeżdżam 40 min busem, mam chłopaka, kilku przyjaciół, trochę znajomych. Całkiem nie najgorsza egzystencja. Jednakże moja mama często lubi mi ją uprzykrzać. Jest trudnym człowiekiem, sporo w życiu przeszła i chce dla mnie jak najlepiej. Rozumiem to. Bywają między nami gorsze i lepsze chwile. Lubi się wtrącać. Strasznie trudno jest ją zadowolić. Chłopak zawsze jest zły, naczynia nie tak ułożone, dywan niedokładnie odkurzony a ja niedostatecznie wdzięczna i dobra. Już widzę jak w waszych głowach pojawia się napis "problemy pierwszego świata", bądź "typowa nastolatka". Jednak taką typową nastolatką już nie jestem, za niedługo stuknie mi dwudziestka, a problemy z mamą miałam od zawsze i (chyba mogę się pokusić o to stwierdzenie) na zawsze. 
Aktualnie na tapecie jest mój obecny chłopak, Damian. A konkretniej to, że ostatnio rzadziej się widujemy z powodu jego kłopotów finansowych. Damian studiuje razem ze mną i także mieszka z rodzicami. Tyle, że na trochę innych zasadach niż ja. Mieszka z nimi, ale stara się nie ciągnąć od nich kasy. Na początku roku akademickiego pracował w czasie wolnym od zajęć, jednak chcąc zaliczyć semestr był zmuszony tę pracę rzucić, by trochę się podciągnąć z nauką. Tak więc został raczej bez jakichś większych funduszy na przyjemności. I owy temat wypłynął na forum mojego domostwa, przy pytaniu czy przyjedzie w weekend mnie odwiedzić. Spytana o to odpowiedziałam, że nie bo nie ma najzwyczajniej w świecie na to pieniędzy. I bum! Chłopak już na straconej pozycji. 
Od dwóch dni moja mama wałkuje ten temat (jak to ma w zwyczaju męczyć wszystko do śmierci tragicznej i męczeńskiej), a ja próbuję jej przetłumaczyć, iż pieniądze to rzecz nabyta, raz są a raz ich ni ma. Moje słowa niestety do niej nie docierają, a opcja mojej "podróży" (30 min samochodem) do niego jest nazywana "sponsorowaniem go".. To chyba najbardziej pozbawione sensu rozumowanie jakiego doświadczyłam przez ostatnie kilka miesięcy.. Ale przecież co to za chłopak, który nie ma pieniędzy! Ano, w oczach mojej matki - żaden. 

P.S. Blog to chyba raczej będzie pamiętnik, więc uprzedzam: Nihil novi.

Ciao, Agnes

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz